SuckMyAssSenpaiBitch

SuckMyAssSenpaiBitch

czwartek, 31 sierpnia 2017

Spokojne za dnia skrzyżowanie na uboczu miasta, nocą stało się miejscem spotkań setek młodych ludzi. Ćwierkanie ptaków i szum drzew zostało zastąpione przez głośne rozmowy, zagłuszane rytmiczną muzyką, do której bujały się błyszczące od potu ciała. Dłonie dziewcząt uniosły się w górę, a ich ledwo zakryte ciała wyginały się, przyciągając wzrok chłopców. Niektórzy z nich stali przy swoich maszynach, chwaląc się ich sprawnością przed znajomymi. Inni dołączali do nieco zbyt erotycznego tańca z dziewczynami. Alkohol był wszędzie: w kubkach; na ubraniach; na ziemi. Gdzieniegdzie słychać było odruchy wymiotne tych mniej odpornych na jego działanie. Co odważniejsi zsuwali z siebie zbyteczne warstwy ubrań.
Yano patrzył na to wszystko z odrazą. Stał z boku, oparty o ścianę z kubkiem pełnym drinka, którego nazwa była zbyt długa, by ją zapamiętać. Chwilę temu, przyjaciel, który zaproponował mu przyjście na imprezę, zniknął z grupką znajomych pod pretekstem "przywitania się z resztą". Chłopak tylko wywrócił na to oczami, wiedząc, że ten już nie wróci.
Jeszcze raz omiótł okolicę znudzonym wzrokiem. Dopił drinka i zgniótł kubek. Wcześniej myślał, że może w ten sposób uciec od monotonności jest życia, ale najwyraźniej się mylił. To nie było dla niego. Ostatnio zastanawiał się nad celem istnienia i miał nadzieję, że może to wyjście pomoże mu znaleźć odpowiedź. Całe dwudziestoletnie życie spędził, będąc przykładnym dzieckiem, robiącym wszystko czego od niego oczekiwano. Rodzice chcieli, by zrobił pożytek z zapomnianego pianina w ich domu? Nauczył się na nim grać. W szkole oczekiwali od niego udziału w olimpiadach? Uczestniczył. Koledzy z klasy chcieli miłego, pożytecznego przyjaciela? Był nim. Jednakże odczuwał pustkę w życiu. Czegoś brakowało. Czy sens istnienia polega jedynie na byciu takim, jakim inni chcą żebyś był?
Głęboko westchnął, po czym odbił się nogą od ściany. Przecisnął się przez tłum na drugą stronę ulicy i ruszył w kierunku bardziej zacisznego miejsca. Gdy minął najbardziej zatłoczoną część drogi, chłodny powiew rozrzucił jego idealnie ułożone blond włosy. Przysiadł na krawężniku, wyciągając telefon, by zadzwonić po taksówkę.
-Hej, blondi, co robisz sama w takim miejscu?
Spojrzał na dwóch niezbyt miło wyglądających mężczyzn. Ten, który się odezwał był wyższy i lepiej zbudowany, a na jego twarzy widniał protekcjonalny uśmieszek. Drugi natomiast niezbyt wiedział co się dookoła dzieje.
Yano przybrał grzeczny uśmiech i czekał, aż się do niego zbliżą.
-Wyglądasz na znudzonego! Nie mów, że już się zwijasz?
-Ach, tak, niezbyt dobrze się czuję... - Gestem pokazał, że mu niedobrze.
-Chodź, zabaw się z nami, poczujesz się lepiej - mężczyzna złapał go za ramię i niezbyt delikatnie pociągnął go, by wstał.
-Przepraszam, ale naprawdę już na mnie pora, niezbyt dobrze znoszę alkohol...
-Dawaj, nie pierdol, szkoda nie skorzystać z takiej ładnej buźki.
Blondyn pod presją wstał, lecz wciąż nie miał zamiaru się nigdzie ruszać. Mężczyzna był coraz bardziej nachalny i agresywny. Z twarzy Yano zniknął uśmiech, ustępując zakłopotaniu i niezręczności. Wciąż odmawiał, jednak nieznajomi nie dali się zbyć.
-Odpuście sobie, chłopcy, na jego miejscu nie byłbym taki grzeczny i od razu kazałbym wam wypierdalać.
Zaskoczony chłopak odwrócił głowę i ujrzał muskularnego mężczyznę, opierającego się o potężną maszynę. Wybawiciel, jak nazwał go w głowie Yano, trzymał w lewej dłoni zapalonego papierosa. Patrzył się na nich z prześmiewczym wyrazem twarzy, jednocześnie głęboko się zaciągając.
-Stary, chcemy się tylko zabawić, nie przeszkadzaj nam.
-Powiedziałem, żebyście wypierdalali, czy może powinienem wam to przekazać dosadniej?
Postura mężczyzny się zmieniła. Uśmiech zniknął, pozostało jedynie napięte ciało i wyzwanie, które zawisło w powietrzu. 
Dlaczego współczesność wciąż wydaje mi się zacofana? W jaki sposób młodzi ludzie mają ukształtować swój charakter, gdy wszystko co ich otacza jest pełne tajemnic, sprzeczności, zakazów i wrogości? Słyszymy głównie negatywne opinie na dany temat. Otrzymujemy wrogie spojrzenia, gdy pytamy o coś czego nie rozumiemy. Niektórzy nigdy nie rozmawiają na poważne, ciekawe tematy. Dlaczego nie używamy słów do porozumiewania się i określania swoich myśli? Zamykamy się w obrębie tego co widzimy i tworzymy światopogląd jedynie na jego podstawie. Jesteśmy ograniczeni.
Czego się obawiamy? Braku akceptacji? Czy może boimy się otrzymać odpowiedzi, które mogą nas zdziwić? Z drugiej strony może boimy się, że jeśli wypowiemy coś na głos, to stanie się zbyt realistyczne? W czym, do cholery, ludzie widzą problem? Usta i język, którymi się posługujemy, nie służą tylko do wypowiadania uprzejmych, miłych słów. Służą do komunikowania się, pytania, odpowiadania, prowadzenia trudnych rozmów, dzielenia się wiedzą, wypowiadania tego co tak naprawdę myślimy. Czasami są wykorzystywane do kłamstw, czasami po to by kogoś urazić, wyrazić swoje uczucia. Trzeba ich używać, by mówić o sobie. O tym, kim jest się naprawdę. Dlaczego tak wiele osób się tego boi? Dlaczego wyjawianie swojej prawdziwej osobowości stało się tak rzadkie? Czy kiedykolwiek na świecie istniała wszechobecna otwartość? Czy też taka jest natura człowieka?
Nawet jeśli jesteśmy w erze nowości, technologicznego dobrobytu, niektóre rzeczy wciąż się nie zmieniają. Powiedzmy sobie szczerze. Na świecie wciąż brakuje akceptacji. Tak jak zdarzały się krucjaty na czarownice, ze względu na to, iż ludzie nie rozumieli się nawzajem, tak wciąż jest teraz, tylko w innej postaci. Dlaczego więc, do cholery, nie zaczniemy ze sobą rozmawiać? Zacznijmy mówić wprost kim jesteśmy. Określajmy się, dzielmy się poglądami, szukajmy "prawdziwego ja", kłóćmy się o bzdury, akceptujmy się nawzajem, a co najważniejsze: różnijmy się między sobą. Ludzie naprawdę potrzebują opowiedzieć kilka rzeczy o sobie, czasami strasznych, innym razem zabawnych i otrzymać reakcję w postaci "yeah, sure, you're fine the way you are". W porządku jeśli na początku kogoś nie zrozumiemy. Ale od tego mamy siebie nawzajem, żeby się dogłębniej poznawać, analizować, akceptować, kochać, whatever.
-...Yano, hej, możesz przestać udawać, że nic się nie stało. - Yoshinobu oparł łokcie na kolanach, spoglądając delikatnie na chłopca.
-Nie udaje.
Ryoichi zmarszczył brwi i wrócił do czytania notatnika.
-Wiesz... uczuć nie powinno się tłumi
Wyobraźcie sobie, że stoicie na moście po drugiej stronie barierek i ledwo macie gdzie postawić stopy. Pod wami jest szumiąca woda, bezwiednie ją obserwujecie. Wasze oczy są puste, widocznie panuje w was zbyt dużo emocji, by je jakkolwiek wyrazić. Możliwe, że wasza twarz ukazuje obłęd. Wystarczy jeden mocniejszy podmuch wiatru, byście stracili równowagę i runęli w ciemną toń morza.
O czym byście myśleli? O swoich rodzinach? Najbliższych? O tym, czy ludzie, których za sobą zostawicie będą choćby o was myśleli? Czy przejmą się tym, że znikniecie? Będziecie żałować, że ich zostawiacie? Będziecie mieli wątpliwości? A może ulgę, że w końcu się z nimi rozstaniecie? Będziecie wspominali wszystkie wasze dobre momenty życia? Czy też te złe? Lub też o tym, jak długo będzie was bolało?
Promienie słoneczne wdarły się przez zabite deskami okno. Rozświetlały twarze dwóch mężczyzn - jednego śpiącego, drugiego przyglądającego się towarzyszowi. Złote refleksy na twarzy Ryoichi przypominały mu łany zboża, rosnące przy posiadłości jego dawnego mistrza. Gdy był mały często siedział ze swoim opiekunem na wzgórzu i patrzył na ogromne pole, słuchając uważnie wszystkiego co mówił.
Yoshinobu pokręcił delikatnie głową, próbując odpędzić od siebie wspomnienia. Raz jeszcze spojrzał na mężczyznę obok. Od zawsze uważał jego twarz za piękną. Leciutko zaokrąglone policzki nadawały mu słodkości, a intensywnie zielone oczy za kotarą długich rzęs sprawiały wrażenie kogoś inteligentnego. Kogoś, kto przeżył o wiele więcej niż osiemnaście lat. Jego włosy były w totalnym nieładzie, aż miało się ochotę je poprawić. Chłopak marszczył brwi, jakby śnił mu się koszmar, ale oprócz tego spał spokojnie.

Wyobraźcie sobie chłopca w wieku mniej więcej dziewięciu lat, stojącego w brudnych i lekko podartych ubraniach tuż obok swojej matki. Jest średniego wzrostu, ma zwykłe czarne, krótko przycięte włosy i nudne ciemnobrązowe oczy. W tej chwili przygląda się z nieukrywanym zainteresowaniem chłopcu, ukrywającemu się za nogami swojego ojca. Duże, przerażone oczy co jakiś czas na niego zerkały, lecz nawiązując kontakt wzrokowy, szybko patrzył w drugą stronę.