Yano patrzył na to wszystko z odrazą. Stał z boku, oparty o ścianę z kubkiem pełnym drinka, którego nazwa była zbyt długa, by ją zapamiętać. Chwilę temu, przyjaciel, który zaproponował mu przyjście na imprezę, zniknął z grupką znajomych pod pretekstem "przywitania się z resztą". Chłopak tylko wywrócił na to oczami, wiedząc, że ten już nie wróci.
Jeszcze raz omiótł okolicę znudzonym wzrokiem. Dopił drinka i zgniótł kubek. Wcześniej myślał, że może w ten sposób uciec od monotonności jest życia, ale najwyraźniej się mylił. To nie było dla niego. Ostatnio zastanawiał się nad celem istnienia i miał nadzieję, że może to wyjście pomoże mu znaleźć odpowiedź. Całe dwudziestoletnie życie spędził, będąc przykładnym dzieckiem, robiącym wszystko czego od niego oczekiwano. Rodzice chcieli, by zrobił pożytek z zapomnianego pianina w ich domu? Nauczył się na nim grać. W szkole oczekiwali od niego udziału w olimpiadach? Uczestniczył. Koledzy z klasy chcieli miłego, pożytecznego przyjaciela? Był nim. Jednakże odczuwał pustkę w życiu. Czegoś brakowało. Czy sens istnienia polega jedynie na byciu takim, jakim inni chcą żebyś był?
Głęboko westchnął, po czym odbił się nogą od ściany. Przecisnął się przez tłum na drugą stronę ulicy i ruszył w kierunku bardziej zacisznego miejsca. Gdy minął najbardziej zatłoczoną część drogi, chłodny powiew rozrzucił jego idealnie ułożone blond włosy. Przysiadł na krawężniku, wyciągając telefon, by zadzwonić po taksówkę.
-Hej, blondi, co robisz sama w takim miejscu?
Spojrzał na dwóch niezbyt miło wyglądających mężczyzn. Ten, który się odezwał był wyższy i lepiej zbudowany, a na jego twarzy widniał protekcjonalny uśmieszek. Drugi natomiast niezbyt wiedział co się dookoła dzieje.
Yano przybrał grzeczny uśmiech i czekał, aż się do niego zbliżą.
-Wyglądasz na znudzonego! Nie mów, że już się zwijasz?
-Ach, tak, niezbyt dobrze się czuję... - Gestem pokazał, że mu niedobrze.
-Chodź, zabaw się z nami, poczujesz się lepiej - mężczyzna złapał go za ramię i niezbyt delikatnie pociągnął go, by wstał.
-Przepraszam, ale naprawdę już na mnie pora, niezbyt dobrze znoszę alkohol...
-Dawaj, nie pierdol, szkoda nie skorzystać z takiej ładnej buźki.
Blondyn pod presją wstał, lecz wciąż nie miał zamiaru się nigdzie ruszać. Mężczyzna był coraz bardziej nachalny i agresywny. Z twarzy Yano zniknął uśmiech, ustępując zakłopotaniu i niezręczności. Wciąż odmawiał, jednak nieznajomi nie dali się zbyć.
-Odpuście sobie, chłopcy, na jego miejscu nie byłbym taki grzeczny i od razu kazałbym wam wypierdalać.
Zaskoczony chłopak odwrócił głowę i ujrzał muskularnego mężczyznę, opierającego się o potężną maszynę. Wybawiciel, jak nazwał go w głowie Yano, trzymał w lewej dłoni zapalonego papierosa. Patrzył się na nich z prześmiewczym wyrazem twarzy, jednocześnie głęboko się zaciągając.
-Stary, chcemy się tylko zabawić, nie przeszkadzaj nam.
-Powiedziałem, żebyście wypierdalali, czy może powinienem wam to przekazać dosadniej?
Postura mężczyzny się zmieniła. Uśmiech zniknął, pozostało jedynie napięte ciało i wyzwanie, które zawisło w powietrzu.