SuckMyAssSenpaiBitch

SuckMyAssSenpaiBitch

środa, 3 maja 2017



                    W Obserwatorium prace badawcze dochodziły końca. Zmęczeni pracownicy rozciągali swoje obolałe ramiona i żegnali się ze sobą paroma słowami, bądź jedynie miłym uśmiechem. Pragnęli wrócić już do domu i zdrzemnąć się choćby na kilka minut. Chcieli ujrzeć swoich partnerów, którzy powitaliby ich późną kolacją oraz pełnymi czułości słowami 'Witaj w domu. Ciężko dziś pracowałeś'.
               Jednakże mimo, iż pomieszczenie całkowicie opustoszało, przy jednym z biurek garbiły się plecy pewnego mężczyzny. Jego brązowe loki opadały miękko na czoło, zawierające zdecydowanie zbyt wiele zmarszczek. Oczy były uważnie wpatrzone w komputer, a dłonie dokonywały ostatnich zmian w otwartym pliku. Był zmęczony. Naprawdę pragnął położyć się spać i w końcu pozbyć się całego stresu, który wywierał na nim jego szef. Kochał tę pracę, ale momentami miał jej dość. Nie dlatego, że była ciężka. Po prostu przyszedł czas, gdy zaczął czuć, że to jego limit. Nigdy nie przyszło mu na myśl, by ją rzucić. Nie wyobrażał sobie życia bez wpatrywania w gwiazdy i szukania coraz to nowszych ciał niebieskich. Uwielbiał nadawać im imiona.
             -Tato...
                  Delikatne szarpnięcie za fartuch oderwało go od swoich myśli. Spojrzał na swojego syna z ogromną sympatią. Chłopiec wyglądał jak anioł. Po ojcu miał kręcone włosy, jednak po mamie odziedziczył ich piękny, słomiany kolor. Jego błękitne oczy były wypełnione łzami, którym za nic w świecie nie chciał pozwolić spłynąć. Nadymał pucułowate policzki i lekko pociągał nosem. Kurczowo zaciśnięta dłoń na białym fartuchu ojca, mówiła mu wszystko. Mężczyzna położył rękę na głowie malucha, po czym rozczochrał mu włosy.
             -Witaj, kochanie.
                      Pochylił się, by ucałować czoło dziecka.
           -Tato... mamusia znowu płacze – zeszklone oczy malca zabłyszczały w ciemności. -N-nie chcę...
               Słone krople spłynęły po twarzy chłopca, któremu głos odmówił posłuszeństwa. Jego pochlipywanie roznosiło się echem po całym Obserwatorium, nadając temu miejscu niezwykłą atmosferę. Ojciec otarł kciukami jego łzy, które zdawały się skalać piękną twarzyczkę. Uklęknął przed nim i objął, przyciągając kruche ciało do siebie. Buzia chłopca ukryła się w fałdach pomiętych już ubrań.
           -Wiem, skarbie – szepnął, gładząc go po głowie. -Musisz dać jej czas. Wszyscy potrzebujemy odrobiny więcej czasu, by się z tym pogodzić.
                Miał na myśli ich zmarłą córkę. Dziewczynka imieniem Hikari, tak jak wskazywało jej imię, była pełna blasku. Uwielbiała przyrodę. Często wychodziła na dwór obserwować życie motyli lub pilnować kwiatów, które zasadziła w doniczkach. Pomagała również staruszce, mieszkającej po sąsiedzku. Lubiła z nią przebywać i słuchać opowiadań o starych czasach. W przyszłości chciała zostać lekarzem, by pomagać ludziom i znaleźć lekarstwo na nieuleczalną chorobę jej młodszego braciszka. Była naprawdę uczynna.
             Któregoś dnia wyszła na spacer do pobliskiego szpitala, by dotrzymać towarzystwa ciężko chorym. Jej rodzice martwili się tym, iż nie wróciła do domu o tej porze co zwykle. Robiło się naprawdę późno. Mimo, że dzwonili po wszystkich znajomych, u których mogłaby być, wciąż nie wiedzieli gdzie jest. Postanowili jej poszukać. Około czwartej w nocy, kiedy mieli się poddać i wrócić na poszukiwania jak już będzie jaśniej, znaleźli jej bucik przed lasem. Kilka metrów dalej widać było niedużą plamę krwi. Całe ciało znaleźli przy rzece. Sine usta dziewczynki układały się w rozmarzony uśmiech, a niebieskie oczy wpatrywały się daleko w przestrzeń. Jej skóra była zimna jak lód. Płuca miały już nigdy nie nabrać oddechu. Nogi nie mogły jej już ponieść na drugi koniec świata. Usta nie mogły wypowiedzieć więcej słów. Jej serce nie mogło więcej razy zabić.
               -Tato, co to? Pokażesz mi gwiazdy, tatusiu?
                Mężczyzna wstał i chwycił synka za rękę. Zaczęli podążać w stronę ogromnego teleskopu, znajdującego się na środku Obserwatorium.
               -Jakich konstelacji już cię nauczyłem?
                 -Strzelec, Orion, Waga... um... Wodnik – chłopczyk zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie wszystkie nazwy.
            -Bardzo dobrze. Dzisiaj nauczę cię jak wygląda Koziorożec i gdzie go możesz znaleźć.
                      Wspólne szukanie gwiazd i dzielenie się pasją było naprawdę miłe. Chwile, w których mógł przekazać synowi coś, co kochał równie mocno jak jego samego... Cieszył się, że nie musiał być tam sam. Towarzystwo Yutaki działało na niego jak balsam. Uśmiech syna sprawiał, iż nie dało się samemu nie uśmiechnąć. Było w nim coś, co przyciągało ludzi.
               -Wiesz, synku? Myślę, że gdzieś tam, między gwiazdami, które obserwujemy, w galaktyce, coś jeszcze żyje. - Mężczyzna wpatrywał się rozmarzonym wzrokiem w nocne niebo. Yutaka wziął z niego przykład i, choć nie rozumiał czym może być to 'coś', próbował sobie to wyobrazić. Ojciec uniósł syna na wysokość swoich oczu.
                 -Cieszę się, że cię mam.
                 -Też się cieszę, tato.
                          Małe dłonie oplotły go wokół szyi, a radosny uśmiech zagościł na twarzy chłopca. Mężczyzna kilka razy okręcił się wokół własnej osi, śmiejąc się radośnie wraz z dzieckiem.
                       Tę magiczną chwilę przerwały szybkie kroki i nerwowe mamrotanie. Drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wpadła przerażona kobieta. Jej blond włosy były w całkowitym nieładzie, a oczy skakały po wszystkich kątach pomieszczenia. W końcu natrafiły na małego chłopca w ramionach taty. Z ulgą rzuciła się w ich kierunku, po drodze zrzucając z biurek parę papierów.
                  -Yutaka! Nigdy więcej tego nie rób! - wykrzyknęła i uścisnęła drobne ciałko. -Nawet nie wiesz jak się bałam... Myślałam... myślałam, że...
                              Przerwał jej nagły szloch.
                    -Myślałam, że znikniesz jak Hikari...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz