13 grudnia, godzina 14:35.
Śnieg prószył już od kilku dni, zasypując Seul i sprawiając, że okolica wyglądała nieco spokojniej niż zazwyczaj. Ciemne chmury przysłaniały słońce, przez co zimno szczypało w policzki, a skostniałe ręce szukały odrobiny ciepła w kieszeniach. Mężczyzna, który przez pośpiech zapomniał zabrać ze sobą czapki i szalika, oparł się o barierki tuż przy jezdni i westchnął, wypuszczając z ust obłoczek pary. Chwilę obserwował nieustający ruch na ulicy, pozwalając, by podmuchy wiatru rozwiały mu włosy. Sięgnął dłonią do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął z niej paczkę papierosów. Wyjął jednego stuknięciem, po czym włożył do ust.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz